Czy można dzisiaj żyć bez komputera? Pewnie tak, ja jednak nie potrafię. Piekielne maszyny zbudowane z myślą o zaoszczędzeniu czasu, przez które odziwo czasu mamy coraz mniej . Napakowane kabelkami, przyprawiają nas o chwilowe załamania nerwowe lub przewlekłe bóle brzucha - a na żadnym z nich nie widziałem naklejki w stylu "przed użyciem skonsultuj się z lekarzem.(..)". Towarzyszą nam we wielu dziedzinach naszego życia już od wielu lat. Zaprzyjaźniły się także z fotografią. Zanim jednak zaczne się żalić - mała powtórka.
Za górami za lasami...Przepraszam. Ekmhh...
Było to jakieś 20 lat temu kiedy to era komputeryzacji dotknęła fotografię. Wszystko by żyło się lepiej. Prościej, łatwiej, szybciej, przyjemniej, a przede wszystkim taniej. Ludzie zaczeli do pracy jak i do myślenia używać tranzystorów. Przyznam się bez bicia, korzystam codziennie z komputera (nawet jeśli nic na nim nie robie, wolę jak jest włączony), oraz tworzę zero jedynkowe obrazy. Jasne, każdy to robi. Cyfrowa fotografia (jak i życie w wirtualnym świecie) jest szybka, łatwa, tania i przyjemna. (prawie jak reklama Tesco) Nikt dzisiaj się nie bawi w zakładanie klisz by uwiecznić impreze domową (no może nieliczni). Nie wspomnę już o większych sprzętach. Przecież normalny człowiek nie fotografuje rodzinnych imprez na błonach ciętych formatu 4x5 cala lub większych czy też przy pomocy mokrego kolodionu. Ale tak właściwie, to dlaczego nie?
Rzecz będzie w wielkim skrócie - zabili go i uciekł.
Jeszcze nie tak dawno bo jakieś 100 lat temu, ludzkość dysponowała tylko takim sprzętem do rejestracji tego, co się w okół nas dzieje. Ba, nikt nawet nie myślał o małych zgrabnych aparatach mogących uchwycić do 36 klatek na jednej rolce żelatynowej taśmy. Mało kto myślał o rejestrowaniu kolorów. Ciągły postęp technologiczny miał zaoferować każdemu Nowakowi czy też Kowalskiemu mały poręczny aparat, nadający się w sam raz na urodziny cioci. Otóż, przedstawiono metodę produkcji oraz obróbki płyt autochrom'owych - była to istna rewelacja tamtych czasów, pierwszy materiał (w miarę) ogólnodostępny, który mógł zarejestrować nie tylko skalę szarości ale także obraz barwny. Właśnie od tego się zaczęło. Niedługo później na rynek trafiły 35mm błony, które znamy do dzisiaj. Z pewnością barwne zdjęcia odniosły wielki sukces i podbiły rynek fotograficzny i jest tak do dzisiaj - nie zanosi się aby coś się zmieniło.(o może poza stale rosnącymi milionami pixeli na matrycach). Ja jednak z utęsknieniem czekam, aż któryś z producentów wypuści na rynek cyfrową lustrzankę, której matryca rejestruje tylko skalę szarości. Podobnie jest z czarno białymi telewizorami (to jednak mniejszy problem bo telewizji nie oglądam).
Kolejnym przełomowym momentem jest własnie nadejście ery cyfrowej. Przeciętny Nowak za mniejsze pieniądze może zrobić swoją "cyfrówką" dużo więcej zdjęć o jakości porównywalnej a nawet lepszej niż tradycyjne aparaty na filmy 35mm. Nie musi przemierzać połowy miasta by oddać film do wywołania. Teraz układa się wygodnie w fotelu i ogląda swoje dzieła na ekranie monitora. lub co lepsze - telewizora. Szybko łatwo i przyjemnie.
Zmieniło się także miejsce publikacji zdjęć. Niemal każdy ma dzisiaj możliwośc ukazania swych prać całemu światu za pośrednictwem internetu. Nawet artysci wielkiego formatu nie rezygnują z tego rodzaju promocji. Oczywiście istnieje mała garstka ludzi, którzy wolą przyjśc na wernisaż i "fizycznie" obcować z dziełem, przy okazji niszcząc wątrobę tanim wyrobem szampano lub winopodobnym.
Tak czy owak jesteśmy skazani i poniekąd uzależnieni od maszyn, komputerów i matematyki. Zapis informacji w formie ciągów zer i jedynek jest dzisiaj standardem bez, którego nie dało by się normalnie funkcjonować. Pewnie to i dobrze, bo życie niektórych stało się dzięki temu prostsze. Dla różnych dzienin sztuki to także nowe możliwości, nowe gatunki, style i nowy sposób jej odbioru.
Obawiam się tylko jednego. Masowość oraz dostępnośc pewnych technik może całkowicie zniszczyć ducha tworzenia. Nie mówie tu tylko o fotografii. Dotyczy to także, malarstwa czy muzyki. Dzisiaj poza wyobraźnią "cyfrowy" twórca nie ma żadnych ograniczeń. Wielu ludzi daje się wciągnąć w ten wir - tworząc dzieło za dziełem. Strzelając w odbiorców nowymi utworami jak karabinem maszynowym. Wszystko fajnie, ale po karabin może sięgnąć każdy. Pewne dziedziny sztuki a fotografia w szczególności weszła ludziom w krew. Stała się nawykiem i zwykłą codzienną czynnościa. Doskonałym tego przykłaem jest największa baza danych osobowych, której nazwy chyba nie muszę wymieniać.
Moim zdaniem to nieco przerażające...
Za górami za lasami...Przepraszam. Ekmhh...
Było to jakieś 20 lat temu kiedy to era komputeryzacji dotknęła fotografię. Wszystko by żyło się lepiej. Prościej, łatwiej, szybciej, przyjemniej, a przede wszystkim taniej. Ludzie zaczeli do pracy jak i do myślenia używać tranzystorów. Przyznam się bez bicia, korzystam codziennie z komputera (nawet jeśli nic na nim nie robie, wolę jak jest włączony), oraz tworzę zero jedynkowe obrazy. Jasne, każdy to robi. Cyfrowa fotografia (jak i życie w wirtualnym świecie) jest szybka, łatwa, tania i przyjemna. (prawie jak reklama Tesco) Nikt dzisiaj się nie bawi w zakładanie klisz by uwiecznić impreze domową (no może nieliczni). Nie wspomnę już o większych sprzętach. Przecież normalny człowiek nie fotografuje rodzinnych imprez na błonach ciętych formatu 4x5 cala lub większych czy też przy pomocy mokrego kolodionu. Ale tak właściwie, to dlaczego nie?
Rzecz będzie w wielkim skrócie - zabili go i uciekł.
Jeszcze nie tak dawno bo jakieś 100 lat temu, ludzkość dysponowała tylko takim sprzętem do rejestracji tego, co się w okół nas dzieje. Ba, nikt nawet nie myślał o małych zgrabnych aparatach mogących uchwycić do 36 klatek na jednej rolce żelatynowej taśmy. Mało kto myślał o rejestrowaniu kolorów. Ciągły postęp technologiczny miał zaoferować każdemu Nowakowi czy też Kowalskiemu mały poręczny aparat, nadający się w sam raz na urodziny cioci. Otóż, przedstawiono metodę produkcji oraz obróbki płyt autochrom'owych - była to istna rewelacja tamtych czasów, pierwszy materiał (w miarę) ogólnodostępny, który mógł zarejestrować nie tylko skalę szarości ale także obraz barwny. Właśnie od tego się zaczęło. Niedługo później na rynek trafiły 35mm błony, które znamy do dzisiaj. Z pewnością barwne zdjęcia odniosły wielki sukces i podbiły rynek fotograficzny i jest tak do dzisiaj - nie zanosi się aby coś się zmieniło.(o może poza stale rosnącymi milionami pixeli na matrycach). Ja jednak z utęsknieniem czekam, aż któryś z producentów wypuści na rynek cyfrową lustrzankę, której matryca rejestruje tylko skalę szarości. Podobnie jest z czarno białymi telewizorami (to jednak mniejszy problem bo telewizji nie oglądam).
Kolejnym przełomowym momentem jest własnie nadejście ery cyfrowej. Przeciętny Nowak za mniejsze pieniądze może zrobić swoją "cyfrówką" dużo więcej zdjęć o jakości porównywalnej a nawet lepszej niż tradycyjne aparaty na filmy 35mm. Nie musi przemierzać połowy miasta by oddać film do wywołania. Teraz układa się wygodnie w fotelu i ogląda swoje dzieła na ekranie monitora. lub co lepsze - telewizora. Szybko łatwo i przyjemnie.
Zmieniło się także miejsce publikacji zdjęć. Niemal każdy ma dzisiaj możliwośc ukazania swych prać całemu światu za pośrednictwem internetu. Nawet artysci wielkiego formatu nie rezygnują z tego rodzaju promocji. Oczywiście istnieje mała garstka ludzi, którzy wolą przyjśc na wernisaż i "fizycznie" obcować z dziełem, przy okazji niszcząc wątrobę tanim wyrobem szampano lub winopodobnym.
Tak czy owak jesteśmy skazani i poniekąd uzależnieni od maszyn, komputerów i matematyki. Zapis informacji w formie ciągów zer i jedynek jest dzisiaj standardem bez, którego nie dało by się normalnie funkcjonować. Pewnie to i dobrze, bo życie niektórych stało się dzięki temu prostsze. Dla różnych dzienin sztuki to także nowe możliwości, nowe gatunki, style i nowy sposób jej odbioru.
Obawiam się tylko jednego. Masowość oraz dostępnośc pewnych technik może całkowicie zniszczyć ducha tworzenia. Nie mówie tu tylko o fotografii. Dotyczy to także, malarstwa czy muzyki. Dzisiaj poza wyobraźnią "cyfrowy" twórca nie ma żadnych ograniczeń. Wielu ludzi daje się wciągnąć w ten wir - tworząc dzieło za dziełem. Strzelając w odbiorców nowymi utworami jak karabinem maszynowym. Wszystko fajnie, ale po karabin może sięgnąć każdy. Pewne dziedziny sztuki a fotografia w szczególności weszła ludziom w krew. Stała się nawykiem i zwykłą codzienną czynnościa. Doskonałym tego przykłaem jest największa baza danych osobowych, której nazwy chyba nie muszę wymieniać.
Moim zdaniem to nieco przerażające...

Bardzo często o tym rozmawiam z innymi studentami na seminariach, fotografia cyfrowa pozbawiła fotografię elementu rzemiosła, fizyczności zdjęcia jako stworzonego przedmiotu, prostokątnej kartki papieru pokrytej związkami srebra. Dla przerażającej większości ludzi fotografia to nic więcej jak tylko impulsy elektryczne zobrazowane na ekranie monitora. To prowadzi do tragicznych skutków, ludzie nie wiedzą co to znaczy "zrobić zdjęcie" przypisując temu stwierdzeniu jedynie czynność wciśnięcia spustu migawki (guzika, jak to ludzie mówią ;). A przecież to dopiero początek całego procesu jakim jest tworzenie zdjęcia...
OdpowiedzUsuń na zawszeAh zaczynam się rozpisywać a miał to być tylko krótki komentarz :-)
serdecznie pozdrawiam,
Adam
jest dzisiaj, żona śpi, ja dziecko cyfry, które wróciło do wywoływaczy, tęsknię za filmem średnioformatowym, a mimo to wydae mi się, że "jest nas wielu..."
OdpowiedzUsuń na zawsze